Artykuły

/ /

Plener to jest to!

Z języka francuskiego „en plein air“ oznacza dosłownie na pełnym powietrzu, na zewnątrz. Naturalnym miejscem pracy dla artystów jest natura, czyli rysowanie i malowanie w otwartej przestrzeni, po prostu na dworze, czyli w plenerze właśnie.

Każdy może obejrzeć w necie młodzieńcze rysunki Leonarda, Durera, Rembrandta, czy Van Gogha. Brali oni kartki papieru pod pachę, węglowe lub ołowiane sztyfty i ruszali w plener, szukać rysunkowych motywów. Mogły to być polne kwiaty, chmury na niebie, rozległe pejzaże, panoramy miast, czy ludzie pracujący na polu. Studiowanie natury było najlepszą szkołą sztuki.

Z czasem artyści pozamykali się w ciemnych przestrzeniach akademii i artystycznych pracowni. Z różnych względów było to wygodne. Uniezależniało to od kaprysów pogody i pozwalało tworzyć w pobliżu miejsca, gdzie na bieżąco ucierano i przygotowywano farby. Mało kto zwracał uwagę na problemy z użyciem nienaturalnego światła, ostrego światłocienia we wnętrzach i zgaszone, brudne kolory.

Dopiero impresjoniści zbuntowali się i gremialnie zaczęli tworzyć poza pracowniami. Już romantycy wzywali do powrotu do natury. Żeby to zrealizować na gruncie sztuki potrzebne było parę wynalazków. Najpierw pojawiła się fotografia, która zdjęła z artystów ciężki obowiązek tworzenia wiernych wizerunków. Nareszcie można było trochę poszaleć. Zobaczyć, że cień latem, na dworze może być niebieski, przyjrzeć się jak obraca się słońce na niebie, pędzą chmury, poruszają się kłosy i liście na drzewach. Nawet jak drży nagrzane powietrze i migoczą refleksy na wodzie. Zwłaszcza, że właśnie w tym czasie wymyślono wygodne ołówki, z grafitowymi sztyftami, ujętymi w drewniane ramki. I farby w tubkach, które można było nosić z sobą w plener, w zgrabnych, składanych skrzyneczkach.

Artyści rozkładali swój warsztat na plaży, na górskich szczytach, w ogrodach i na kolejowych dworcach. Notowali życie na gorąco, zachwycając się prawdziwymi kolorami naturalnego światła i cienia w naturalnych plenerach. Opatentowano wiele specjalnych zestawów plenerowych stołeczek+sztaluga+parasol. Wynaleziono nawet przenośny piecyk podgrzewający siedzenie w chłodne dni.

Ta artystyczna moda nie przeminęła do dzisiaj. Pod hasłem urban sketching spotykają się na całym świecie tysiące ludzi, by rysować w miejskich plenerach. Notować graficznie i malarsko piękne miejsca, przeżywać je wspólnie i poznawać. Wspólnie uczyć się sztuki i architektury. Bo jak zauważył największy architekt XX wieku Le Corbusier, nic nie zastąpi odręcznego szkicu. Podczas swoich młodzieńczych podróży po świecie schował głęboko aparat fotograficzny i wyjął szkicownik. Rysowanie w plenerze stało się jego prawdziwą szkołą architektury i przepustką do wielkiej kariery.

Takie idea przyświeca też plenerom Pracowni RysunekArchitektura. Tu, pod okiem wytrawnych pedagogów, artystów i architektów, można poznać zasady kompozycji i perspektywy w ich praktycznych zastosowaniach. Można nauczyć się rysować i malować motywy miejskie i architektoniczne w różnych skalach, od pięknego detalu do rozległej panoramy. Postudiować elementy natury wpisane w miejskie widoki i tętniące życie miasta. Nasze intensywne zajęcia w plenerze przynoszą szybki rozwój umiejętności, nieporównywalny z zajęciami w pracowni. Serdecznie zapraszamy!

Wojciech Hildebrandt
mgr inż. architekt | absolwent Wydziału Architektury Politechniki Poznańskiej